Świat ma karty płatnicze, a Polacy BLIKA. O potędze polskiego fintechu

Gdy mieszkaniec Stanów Zjednoczonych kupuje coś w internecie, bardzo często wyciąga kartę albo korzysta z cyfrowego portfela, pod którym nadal znajduje się karta. Brytyjczyk robi podobnie. Apple Pay czy Google Pay sprawiły, że numerów kart nie trzeba już ręcznie przepisywać do formularzy, ale w ogromnej części przypadków zmienił się przede wszystkim interfejs płatności, a nie infrastruktura znajdująca się pod nim. Karta została schowana w telefonie, tokenizowana i zabezpieczona biometrią, lecz pieniądze nadal podróżują przez świat zbudowany przez Visa, Mastercard i banki-wydawców. Worldpay zwraca wręcz uwagę, że w typowo kartowych gospodarkach, takich jak USA, Wielka Brytania czy Australia, rozwój Apple Pay, Google Pay i innych portfeli nie oznacza wyparcia kart – portfele stały się po prostu wygodniejszym sposobem ich używania.
Polska poszła inną drogą. Zamiast zastanawiać się, jak jeszcze bardziej uprościć płacenie kartą, stworzyliśmy własny standard, który w handlu internetowym kartę po prostu zepchnął na dalszy plan. Nie chodzi o niszową metodę lub lokalny dodatek, który sklep może mieć obok Visy i Mastercarda. BLIK stał się podstawowym narzędziem płatniczym polskiego e-commerce, a przewaga nad kartami jest dziś tak duża, że z perspektywy zagranicznego rynku może wyglądać wręcz egzotycznie. Najnowszy raport Gemius „E-commerce w Polsce 2025” pokazuje, że z BLIKA przy zakupach online korzysta 72 proc. kupujących, z szybkich przelewów 64 proc., a z kart płatniczych 43 proc. Jeszcze ciekawsza jest odpowiedź na pytanie o metodę używaną najczęściej: BLIK wskazuje 56 proc. badanych.
To jeden z tych przypadków, w których Polska nie nadrabiała technologicznego dystansu wobec Zachodu. Polska wypracowała własny model, który w swoim podstawowym zastosowaniu okazał się lepiej dopasowany do miejscowego konsumenta niż rozwiązanie będące globalnym standardem.
Karta jest globalnym esperanto płatności
Trzeba oczywiście na początku rozprawić się z pewnym uproszczeniem. Nie jest prawdą, że dosłownie cały świat poza Polską płaci w internecie kartami. Holendrzy mają iDEAL, Brazylijczycy Pix, Hindusi UPI, Hiszpanie Bizum, Szwedzi Swish, a lokalnych systemów account-to-account jest znacznie więcej. Polska nie jest jedynym państwem, które stworzyło skuteczną alternatywę dla kart. Jest jednak jednym z najlepszych przykładów tego, jak lokalny system może całkowicie przestawić zwyczaje płatnicze dużego rynku. Raport EY dotyczący pierwszej dekady BLIKA wskazywał, że w 2023 roku spośród europejskich systemów mobilnych BLIK miał największą liczbę transakcji – około 1,76 mld. Holenderski iDEAL przekraczał 1,36 mld, Swish zbliżał się do miliarda, podobnie jak hiszpański Bizum.
Jednocześnie karta pozostaje czymś w rodzaju płatniczego esperanto. Jeżeli sklep chce sprzedawać towary w stu państwach, nie będzie integrował stu lokalnych metod jako swojego jedynego sposobu przyjmowania płatności. Włącza Visa i Mastercard, a następnie ewentualnie dokłada najważniejsze lokalne rozwiązania. To dzięki temu klient z Polski może swoją kartą zapłacić na stronie amerykańskiej firmy, Amerykanin w sklepie francuskim, a Brytyjczyk w hotelu w Tajlandii. Potęga kart nie wynika więc tylko z tego, że są wygodne. Wynika z gigantycznego efektu sieciowego i niemal globalnej akceptacji.
Dlatego również wzrost cyfrowych portfeli nie oznacza automatycznie końca kart. Według Global Payments Report 2026 Worldpay cyfrowe portfele odpowiadały już w 2025 roku za 56 proc. globalnej wartości e-commerce, podczas gdy bezpośrednio używane karty kredytowe stanowiły 20 proc., a debetowe około 10 proc. Problem w tym, że kategorie te częściowo opisują sposób rozpoczęcia płatności, a nie jej rzeczywistą infrastrukturę. Portfel może zawierać kartę, rachunek bankowy, środki zapisane w samym portfelu albo nawet BNPL. W Wielkiej Brytanii, gdzie cyfrowe portfele stanowiły około 40 proc. e-commerce, bezpośrednie płatności kartowe nadal odpowiadały za 46 proc. wartości zakupów online, a Worldpay podkreśla, że w takich gospodarkach znaczna część portfeli pozostaje zasilana właśnie kartami.
Dlatego na potrzeby tego felietonu Apple Pay i Google Pay można traktować jako część szeroko rozumianego świata kartowego wszędzie tam, gdzie użytkownik podłącza do nich Visę lub Mastercarda. Dla klienta zmieniło się wszystko – zamiast przepisywać numer, datę ważności i CVV, potwierdza zakup twarzą lub palcem. Dla infrastruktury płatniczej zmieniło się znacznie mniej. Pod telefonem nadal często znajduje się karta.
I właśnie na tym tle Polska wygląda tak ciekawie.
W Polsce BLIK nie poprawił karty. On ją ominął
Największy sukces BLIKA polega na tym, że nie próbował być polskim Apple Pay. Nie stworzył kolejnego portfela, do którego użytkownik musi najpierw dodać kartę. BLIK został wbudowany bezpośrednio w bankowość mobilną, czyli miejsce, które Polacy już znali, któremu ufali i w którym mieli swoje pieniądze.
System wszedł na rynek w lutym 2015 roku jako wspólny projekt sześciu dużych banków: PKO BP, Alior Banku, Banku Millennium, ING Banku Śląskiego, Banku Zachodniego WBK – dzisiejszego Santander Bank Polska – oraz mBanku. To niezwykle ważny element tej historii. Wiele fintechów rozpoczyna działalność od problemu kury i jajka: nie ma użytkowników, bo usługi prawie nikt nie akceptuje, a merchant nie chce jej integrować, ponieważ nie ma użytkowników. BLIK wystartował od razu z dostępem do milionów rachunków bankowych. Użytkownik nie musiał instalować nowej aplikacji, przechodzić kolejnej rejestracji, zasilać portfela ani podawać danych karty. Funkcja po prostu pojawiła się w aplikacji jego banku.
⟹ Przeczytaj: BLIK w e-commerce: dlaczego Polacy wybierają go zamiast szybkich przelewów?
Początkowo sześciocyfrowy kod mógł wyglądać wręcz mniej nowocześnie od płatności zapisanym numerem karty. W praktyce okazał się niezwykle dobrze dopasowany do polskiego rynku. Klient wybierał BLIK, otwierał aplikację bankową, generował kod i potwierdzał operację. Nie podawał sklepowi numeru swojej karty, nie zastanawiał się, czy karta ma włączone transakcje internetowe i nie potrzebował osobnego rachunku u operatora portfela. Później system zaczął usuwać nawet konieczność wpisywania kodu – pojawiły się płatności bez kodu, one-click, płatności powtarzalne, przelewy na telefon, wypłaty z bankomatów i płatności zbliżeniowe.
To pokazuje coś istotnego: BLIK nie wygrał jednym genialnym ficzerem. Wygrał dlatego, że stał się wspólną warstwą nad polskimi bankami.
Cztery płatności BLIKIEM na jedną kartą
Najlepiej skalę tego zjawiska pokazują nie deklaracje respondentów, ale prawdziwe transakcje. W pierwszym półroczu 2025 roku użytkownicy wykonali w internecie około 662 mln płatności BLIKIEM o wartości 102,4 mld zł. W tym samym okresie, według danych Narodowego Banku Polskiego, w sklepach internetowych wykonano 165,4 mln transakcji kartami o wartości 28,6 mld zł. Innymi słowy, jeśli spojrzymy na liczbę operacji w tych dwóch kategoriach, na jedną internetową transakcję kartową przypadały około cztery płatności BLIKIEM.
To jest przepaść. Szczególnie jeżeli uświadomimy sobie, że Polska wcale nie jest krajem bez kart. Na koniec czerwca 2025 roku w obiegu znajdowało się około 47,2 mln kart płatniczych, a 97,7 proc. z nich było zbliżeniowych. Infrastruktura kartowa jest więc świetnie rozwinięta i Polacy bardzo chętnie używają jej w sklepach stacjonarnych. Karta nie przegrała dlatego, że banki jej nie wydały, terminale jej nie obsługiwały albo Polacy nie wiedzieli, jak z niej korzystać. Karta przegrała konkretnie walkę o polski checkout internetowy, bo pojawiło się rozwiązanie, które użytkownicy uznali za wygodniejsze.
To rozróżnienie jest bardzo ważne. W fizycznym sklepie karta nadal świetnie broni swojej pozycji. Wyciągnięcie jej z portfela albo przyłożenie telefonu trwa sekundę i przez wiele lat trudno było zaproponować coś prostszego. Internet wyglądał inaczej. Tradycyjna płatność kartowa wymagała numeru karty, daty ważności, kodu zabezpieczającego, czasem dodatkowego potwierdzenia 3-D Secure. BLIK sprowadzał proces do telefonu, który klient i tak trzymał obok siebie.
BLIK zaatakował kartę dokładnie tam, gdzie karta była najmniej wygodna.
W 2019 roku nastąpiła symboliczna zmiana warty
Raport „10 lat BLIKNĘŁO”, przygotowany przez EY, pozwala zobaczyć, jak szybko dokonała się ta zmiana. Według analizy opartej między innymi na danych NBP, BLIK wyprzedził karty w polskim e-commerce już w 2019 roku, a w 2022 roku wyprzedził również szeroko rozumiane przelewy, obejmujące tradycyjne przelewy, pay-by-link i rozwiązania open bankingowe. W 2023 roku około połowy wartości polskiego e-commerce przypadało już na BLIKA.
To szczególnie interesujące, bo polski e-commerce przez lata rozwijał się w zupełnie inny sposób niż na przykład amerykański. Zanim pojawił się BLIK, ogromną rolę odgrywały u nas szybkie przelewy bankowe. PayU, Przelewy24, Dotpay czy później Tpay nauczyły Polaków, że płacąc w internecie, można zostać przeniesionym prosto do banku i zatwierdzić przygotowany przelew. Polacy już wcześniej nie byli przywiązani do karty tak mocno jak konsumenci w krajach anglosaskich.
BLIK wszedł więc na niezwykle podatny grunt. Wziął istniejące przyzwyczajenie – „pieniądze do sklepu wysyłam ze swojego banku” – i usunął z niego kolejne kroki. Nie trzeba było wybierać banku z listy, logować się do serwisu transakcyjnego i zatwierdzać przygotowanego przelewu. Bank był już w telefonie.
Można powiedzieć, że szybkie przelewy przygotowały polskiego konsumenta na BLIKA, a BLIK dokończył to, czego nie udało się zrobić kartom.
1,4 miliarda płatności internetowych w jednym roku
Jeżeli ktoś nadal traktuje BLIKA jako ciekawy lokalny fintech, liczby za 2025 rok powinny wyleczyć go z tego przekonania. W ciągu całego roku użytkownicy zrealizowali 2,9 mld transakcji BLIK o wartości 441,5 mld zł. Na koniec grudnia system posiadał 20,7 mln aktywnych użytkowników. Sam e-commerce odpowiadał za około 1,4 mld płatności o wartości 219 mld zł, a liczba internetowych transakcji wzrosła rok do roku o 20 proc. W ciągu przeciętnego dnia 2025 roku system obsługiwał około 8 mln operacji wszystkimi kanałami – średnio mniej więcej 92 na sekundę.
⟹ Przeczytaj: Prawie 2,5 mld transakcji BLIK w 2024 roku
W pierwszym półroczu 2026 roku wzrost trwał dalej. Liczba aktywnych użytkowników przekroczyła 21 mln, a sam e-commerce wygenerował 766,7 mln transakcji BLIK o wartości 124,5 mld zł. Polski system nie walczy więc już o udowodnienie, że jest użyteczny. Walczy o znalezienie kolejnych miejsc, w których można go używać.
⟹ Przeczytaj: BLIK z mocnym pierwszym półroczem 2026 r. – 1,6 mld transakcji i ponad 2 mln więcej aktywnych użytkowników w rok
Skala robi jeszcze większe wrażenie, gdy spojrzymy na cały system płatniczy. NBP podaje, że w 2024 roku BLIK odpowiadał już za 39 proc. liczby wszystkich detalicznych zleceń płatniczych uwzględnianych w analizie banku. Pięć lat wcześniej jego udział wynosił 15 proc. To przestała być metoda płatności do internetu. Powstała infrastruktura o systemowym znaczeniu dla polskiej gospodarki.
Polacy mają karty. Po prostu w internecie wolą BLIKA
To chyba najciekawszy element całej historii. Można byłoby uznać, że BLIK odniósł sukces, ponieważ trafił do kraju, w którym karty były słabo rozpowszechnione. Tyle że jest dokładnie odwrotnie. Polska posiada bardzo rozwinięty rynek kartowy i przez lata należała do światowej czołówki wykorzystania płatności zbliżeniowych. Nie wybraliśmy BLIKA dlatego, że nie mieliśmy kart. Wybraliśmy go mimo tego, że mieliśmy ich dziesiątki milionów.
Również Apple Pay i Google Pay nie odwróciły tej sytuacji. To pozornie powinno być zabójcze dla BLIKA: jeżeli największą wadą karty internetowej było żmudne przepisywanie danych, tokenizowany portfel usuwa praktycznie cały problem. Klikamy Apple Pay, patrzymy w ekran iPhone’a i płatność jest wykonana. Na Androidzie proces może wyglądać podobnie. Tymczasem BLIK nadal pozostaje numerem jeden w polskim e-commerce.
Dlaczego? Bo przewaga BLIKA przestała polegać wyłącznie na szybkości wpisania sześciu cyfr. BLIK zdążył stać się zwyczajem. Klient go zna, ufa mu, widzi go praktycznie w każdym polskim sklepie, ma go w swojej aplikacji bankowej i wykorzystuje nie tylko przy zakupach, lecz także do przelewów znajomym, wypłat z bankomatu czy coraz częściej płatności stacjonarnych. Przestał być funkcją technologiczną, a stał się elementem codziennego języka. W Polsce nie mówimy już „wyślę ci szybki przelew mobilny”. Mówimy: „wyślę ci BLIKA”.
Tego rodzaju pozycja jest niezwykle trudna do zdobycia reklamą.
Sukces BLIKA jest również sukcesem polskich banków
W narracji o fintechach przyzwyczailiśmy się do historii, w której młoda firma technologiczna przychodzi i pokazuje skostniałym bankom, jak należy budować produkty. BLIK jest niemal odwróceniem tego schematu. Jedna z największych polskich innowacji fintechowych powstała dlatego, że konkurujące ze sobą banki potrafiły usiąść przy jednym stole i zbudować wspólny standard.
To paradoksalnie mogło być największą przewagą systemu. Gdyby jeden bank stworzył własnego „BLIKA”, pozostałe prawdopodobnie odpowiedziałyby konkurencyjnymi rozwiązaniami. Rynek rozpadłby się na kilka niekompatybilnych standardów, merchant musiałby integrować następne logotypy, a użytkownik nie miałby pewności, gdzie jego metoda jest akceptowana. Zamiast tego powstała wspólna infrastruktura, nad którą banki nadal konkurują własnymi aplikacjami, ofertą rachunków i jakością obsługi.
Dzisiaj udziałowcami Polskiego Standardu Płatności są Alior Bank, Bank Millennium, Santander Bank Polska, ING Bank Śląski, mBank, PKO BP oraz Mastercard. Sama obecność Mastercarda jest zresztą ciekawym symbolem tego, jak zmienił się BLIK. Globalna organizacja kartowa nie potraktowała polskiego systemu wyłącznie jako konkurenta, lecz weszła kapitałowo do spółki rozwijającej rozwiązanie.
Polski checkout wygląda dziwnie dla reszty świata
Spróbujmy odwrócić perspektywę. Polski użytkownik wchodzi do sklepu internetowego i widzi BLIK, szybki przelew, kartę, Google Pay, Apple Pay, czasem PayPo, Klarna lub raty. Dla nas to normalne. Zagraniczny merchant, który wchodzi do Polski z checkoutem zbudowanym według globalnego szablonu – karta, PayPal, Apple Pay i Google Pay – może natomiast odkryć, że teoretycznie posiada kompletny zestaw płatności, a praktycznie brakuje mu metody, której oczekuje większość lokalnych klientów.
OECD w opublikowanej w 2026 roku analizie rynku platform e-commerce w Polsce, Litwie i Łotwie zwróciło uwagę właśnie na ten fenomen. Według cytowanych przez organizację danych BLIK był już w 2023 roku preferowaną metodą płatności około 70 proc. polskich klientów, a zagraniczne platformy wchodzące na polski rynek mają silną motywację, aby wdrażać lokalny standard. OECD jako przykład wskazuje Amazona, ale dokładnie ten sam mechanizm widzimy w przypadku kolejnych światowych platform.
To bardzo ważny moment w historii każdego lokalnego systemu. Najpierw to on musi dopasowywać się do sklepów. Później dochodzi do punktu, w którym to sklep musi dopasować się do niego.
BLIK ten punkt w Polsce dawno przekroczył.
To BLIK jest dziś „kartą” polskiego internetu
Gemius pokazuje jeszcze jedną rzecz: 52 proc. internautów deklaruje, że dostępność wielu metod płatności motywuje ich do robienia zakupów online. Płatność nie jest więc technicznym dodatkiem, który pojawia się dopiero po podjęciu decyzji o zakupie. Checkout jest częścią produktu, a brak preferowanej metody może obniżać konwersję.
W Stanach Zjednoczonych sklep internetowy, który nie akceptuje kart, praktycznie sam usuwa się z rynku. W Polsce coraz bardziej podobnie należy patrzeć na brak BLIKA. Visa i Mastercard pozostają konieczne, szczególnie dla klientów zagranicznych, płatności cyklicznych, określonych modeli subskrypcyjnych czy części klientów preferujących karty. Nie są jednak metodą definiującą lokalny e-commerce.
W polskim internecie funkcję domyślnego instrumentu płatniczego przejął BLIK.
I to jest olbrzymie osiągnięcie, bo standardy płatnicze są jednymi z najtrudniejszych produktów technologicznych do zastąpienia. Nie wystarczy stworzyć czegoś trochę wygodniejszego. Trzeba jednocześnie przekonać banki, merchantów, agentów rozliczeniowych i miliony klientów, a następnie zapewnić niezawodność na poziomie infrastruktury finansowej.
Nie jesteśmy jedyni. Ale jesteśmy wyjątkowo skuteczni
Warto ponownie podkreślić, że BLIK nie jest jedyną udaną lokalną alternatywą dla kart. Holenderski iDEAL jest gigantycznym sukcesem, Brazylia w kilka lat zbudowała wokół Pix prawdziwą rewolucję płatniczą, w Indiach UPI stało się jednym z najważniejszych systemów natychmiastowych płatności na świecie. Worldpay szacuje, że bezpośrednie płatności account-to-account stanowiły w 2025 roku około 7 proc. światowej wartości e-commerce, a dodatkowy ogromny wolumen A2A ukrywa się wewnątrz cyfrowych portfeli, szczególnie w takich krajach jak Indie.
To ważne, ponieważ pokazuje szerszy trend. Karta nie jest już jedyną możliwą odpowiedzią na pytanie, jak przenieść pieniądze z rachunku konsumenta do sklepu internetowego. Przez długi czas wygrywała głównie dlatego, że posiadała gotową, globalną sieć łączącą miliardy konsumentów i miliony merchantów. Instant payments i open banking pozwalają dziś budować alternatywne infrastruktury oparte bezpośrednio na rachunkach.
Polska jest jednak jednym z państw, które zrobiły to wyjątkowo wcześnie i wyjątkowo skutecznie. Co więcej, BLIK nie został narzucony odgórnie przez państwo czy bank centralny. Powstał jako wspólna inicjatywa komercyjnych banków, które dostrzegły potrzebę stworzenia lokalnego standardu.
Teraz najtrudniejsza część: eksport
Zdobycie Polski było ogromnym sukcesem, ale jednocześnie stosunkowo łatwiejszą częścią dalszej historii BLIKA. System miał tu od początku wsparcie największych banków, natychmiastową bazę klientów, lokalnych agentów płatniczych i sprzyjające przyzwyczajenia konsumentów. Za granicą żadnej z tych przewag nie dostaje automatycznie.
Mimo to ekspansja już się rozpoczęła. BLIK działa na Słowacji, a we wrześniu 2026 roku mBank został drugim słowackim bankiem udostępniającym go klientom po Tatra banku. System rozwijany jest również w Rumunii, a od 2026 roku coraz mocniej budowana jest interoperacyjność pomiędzy polskim BLIKIEM a europejskim e-commerce. Polski Standard Płatności deklaruje docelowo model pozwalający bankom z kolejnych państw strefy euro dołączać do sieci.
We wrześniu 2026 roku pojawił się jeszcze jeden ważny element ekspansji: rozwijana współpraca ze Stripe, dzięki której klienci platformy w ponad 30 państwach mogą automatycznie udostępniać BLIKA tam, gdzie jest on odpowiedni dla kupującego. To może okazać się dla międzynarodowej akceptacji ważniejsze niż próba przekonywania każdego zagranicznego sklepu oddzielnie.
Prawdziwy test zacznie się jednak wtedy, kiedy BLIK będzie chciał przekonać nie polskiego turystę płacącego za granicą, ale Słowaka, Rumuna czy mieszkańca kolejnego państwa, aby zamiast swojej dotychczasowej metody zaczął korzystać właśnie z polskiego standardu.
Potęga polskiego fintechu polega na czymś więcej niż miliardach transakcji
Najłatwiej zachwycić się liczbami: 2,9 mld transakcji w jednym roku, 441,5 mld zł wartości, ponad 20 mln aktywnych użytkowników, 1,4 mld zakupów internetowych. Są imponujące, ale nie one są najważniejszym osiągnięciem BLIKA.
Największy sukces polega na zmianie zachowania całego społeczeństwa.
Polacy mają karty Visa i Mastercard. Mają Google Pay. Mają Apple Pay. Mogą korzystać z PayPala, szybkich przelewów, BNPL i szeregu innych metod. Nie zostali więc zmuszeni do korzystania z BLIKA brakiem alternatywy. Wybrali go spośród wielu dostępnych rozwiązań, a później zaczęli oczekiwać jego obecności w sklepach.
W efekcie sytuacja na polskim rynku jest niemal odwrotnością tego, co obserwujemy w wielu gospodarkach kartowych. Tam fintech próbuje sprawić, aby karta była mniej widoczna – chowa ją w Apple Pay, Google Pay, PayPalu czy innym portfelu, ale często nadal wykorzystuje ją jako znajdujący się pod spodem instrument. Polska poszła o krok dalej. Nie schowaliśmy karty. W ogromnej części e-commerce po prostu przestaliśmy jej potrzebować.
I być może właśnie tak najlepiej opisać potęgę BLIKA. Nie stworzyliśmy rozwiązania, które próbuje pokonać Visę i Mastercard na całym świecie. Stworzyliśmy rozwiązanie, które na własnym rynku sprawiło, że w najważniejszym kanale cyfrowego handlu globalni giganci przestali być pierwszym wyborem konsumenta.
Świat nauczył się płacić kartą i później zaczął chować tę kartę w telefonie. Polska zbudowała własną drogę z rachunku bankowego do sklepu. I polski konsument uznał, że jest po prostu wygodniejsza.
To jest sukces znacznie większy niż kolejna aplikacja fintechowa.
To własny standard płatniczy kraju liczącego blisko 38 milionów mieszkańców, który w internecie pokonał karty na ich własnym boisku.
