Giełda kryptowalut żąda 2,5 mln zł od KNF. Spór o realne skutki listy ostrzeżeń
BitMarket24 domaga się od Komisji Nadzoru Finansowego niemal 2,5 mln zł odszkodowania. Giełda kryptowalut twierdzi, że wpisanie jej na listę ostrzeżeń publicznych doprowadziło w praktyce do odcięcia firmy od systemu bankowego i uniemożliwiło dalsze prowadzenie działalności. KNF odpowiada, że wpis był wykonaniem ustawowego obowiązku, a roszczenia przedsiębiorcy uważa za bezzasadne. Sprawa może mieć znaczenie daleko wykraczające poza rynek kryptowalut, ponieważ dotyczy faktycznej siły jednego z najważniejszych narzędzi nadzorczych polskiego rynku finansowego.

Przed Sądem Okręgowym w Warszawie trwa spór pomiędzy BitMarket24 a Komisją Nadzoru Finansowego. Giełda żąda dokładnie 2 481 660,85 zł odszkodowania, argumentując, że po wpisaniu jej w styczniu 2019 r. na listę ostrzeżeń publicznych utraciła możliwość normalnego funkcjonowania. Według informacji money.pl jest to pierwszy w Polsce proces, w którym przedsiębiorca domaga się odszkodowania za gospodarcze skutki znalezienia się na tej liście. Wysokość roszczenia została oparta na prywatnej opinii finansowej i obejmuje zarówno szacowaną utratę wartości przedsiębiorstwa, jak i zyski, które spółka – według przyjętych założeń – mogłaby osiągnąć w kolejnych latach.
Sprawa jest szczególnie interesująca z punktu widzenia rynku płatniczego. Bezpośrednią przyczyną wpisania BitMarket24 na listę ostrzeżeń nie było bowiem samo oferowanie handlu kryptowalutami. KNF zawiadomiła prokuraturę w związku z podejrzeniem świadczenia usług płatniczych bez wymaganego uprawnienia, czyli czynu określonego w art. 150 ust. 1 ustawy o usługach płatniczych. To właśnie sposób obsługi złotówek klientów, a nie sam obrót bitcoinem czy innymi kryptowalutami, znalazł się w centrum zainteresowania nadzoru.
Od spotkania z KNF do zamknięcia rachunku minęło 17 dni
Historia sporu zaczyna się w styczniu 2019 r. BitMarket24 działał wówczas od blisko pięciu lat i według informacji ujawnionych w związku z procesem miał na początku 2019 r. ponad 23 tys. użytkowników. W 2018 r. spółka miała uzyskać około 956 tys. zł przychodów z prowizji. Jednocześnie rynek kryptowalut funkcjonował w znacznie mniej uporządkowanym otoczeniu regulacyjnym niż obecnie, a przedsiębiorcy próbowali ustalać z nadzorem, gdzie przebiega granica pomiędzy działalnością technologiczną i kryptowalutową a regulowanymi usługami finansowymi. BitMarket24 prowadził m.in. rozmowy dotyczące współpracy z Dotpay oraz zgłosił się do prowadzonego przez UKNF programu Innovation Hub.
11 stycznia 2019 r. przedstawiciele giełdy spotkali się z pracownikami UKNF. Pięć dni później urząd zawiadomił Prokuraturę Okręgową w Krakowie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Według informacji przedstawianych w toku obecnego postępowania nadzór miał podejrzewać, że BitMarket24 nie ograniczał się do technicznego kojarzenia stron transakcji, ale przechowywał środki pieniężne klientów na własnym rachunku. 21 stycznia spółka została wpisana na listę ostrzeżeń publicznych KNF.
Najbardziej brzemienne w skutki wydarzenie nastąpiło zaledwie tydzień później. 28 stycznia 2019 r. Credit Agricole wypowiedział BitMarket24 rachunek firmowy. Z dokumentów opisywanych przez money.pl wynika, że podstawą umożliwiającą bankowi zakończenie współpracy było umieszczenie posiadacza rachunku na liście ostrzeżeń KNF. Bez rachunku bankowego giełda nie była już w stanie przyjmować wpłat klientów w złotych. Zarząd zdecydował o zwrocie pieniędzy użytkownikom i wygaszeniu działalności. Od spotkania z przedstawicielami nadzoru do utraty rachunku minęło zatem 17 dni.
To właśnie ten ciąg zdarzeń jest jednym z fundamentów pozwu. BitMarket24 chce wykazać, że chociaż formalnie lista ostrzeżeń KNF ma charakter informacyjny, jej praktyczne konsekwencje dla przedsiębiorstwa finansowego mogą być znacznie poważniejsze. Firma znajdująca się na liście może zostać zakwalifikowana przez banki, agentów rozliczeniowych lub instytucje płatnicze jako podmiot generujący podwyższone ryzyko regulacyjne i reputacyjne. W skrajnym przypadku oznacza to odmowę rozpoczęcia współpracy albo zakończenie istniejących relacji biznesowych.
Lista ostrzeżeń KNF nie jest listą podmiotów skazanych
To jeden z najważniejszych elementów całej sprawy. Obecność przedsiębiorstwa na liście ostrzeżeń publicznych KNF nie oznacza, że zostało ono uznane za winne popełnienia przestępstwa. Lista zawiera m.in. informacje o podmiotach, w związku z działalnością których Komisja złożyła zawiadomienie do organów ścigania. Ustawa o nadzorze nad rynkiem finansowym nakłada na KNF obowiązek publicznego informowania o określonych zawiadomieniach dotyczących podejrzenia wykonywania regulowanej działalności bez wymaganych uprawnień.
W przypadku usług płatniczych chodzi między innymi o art. 150 ustawy o usługach płatniczych. Przepis dotyczy prowadzenia bez odpowiedniego uprawnienia działalności w zakresie świadczenia usług płatniczych lub wydawania pieniądza elektronicznego. Przy kwalifikacji konkretnego modelu działalności istotne jest między innymi to, czy przedsiębiorca wchodzi w posiadanie środków pieniężnych będących przedmiotem transakcji. KNF sama wskazuje w swoich materiałach, że jest to jeden z podstawowych elementów, które należy badać przy ustalaniu, czy dana działalność podlega przepisom ustawy o usługach płatniczych.
Z perspektywy użytkownika listy różnica pomiędzy „zawiadomieniem o podejrzeniu popełnienia przestępstwa” a prawomocnym stwierdzeniem naruszenia prawa jest więc zasadnicza. Z perspektywy działu compliance banku sytuacja wygląda jednak inaczej. Sam fakt pojawienia się kontrahenta na oficjalnej liście organu nadzoru może znacząco zmienić jego profil ryzyka. I właśnie na tym rozdźwięku pomiędzy formalnym znaczeniem wpisu a jego praktycznymi konsekwencjami gospodarczymi opiera się duża część obecnego sporu.
Postępowanie karne zostało umorzone
Zawiadomienie KNF nie doprowadziło ostatecznie do skazania przedstawicieli BitMarket24. W maju 2022 r. Prokuratura Okręgowa w Krakowie umorzyła postępowanie, a 11 stycznia 2023 r. Sąd Rejonowy w Zamościu utrzymał tę decyzję w mocy. Oficjalna lista ostrzeżeń KNF zawiera obecnie przy BitMarket24 informację zarówno o pierwotnym zawiadomieniu z art. 150 ust. 1 ustawy o usługach płatniczych, jak i o prawomocnym zakończeniu postępowania.
Pełnomocnik spółki wskazuje, że postępowanie zakończyło się stwierdzeniem braku znamion czynu zabronionego. Zdaniem BitMarket24 wzmacnia to argument, że przedsiębiorstwo zostało dotknięte bardzo poważnymi konsekwencjami gospodarczymi na podstawie podejrzenia, które ostatecznie nie doprowadziło do odpowiedzialności karnej. KNF patrzy na problem inaczej: urząd podkreśla, że w momencie złożenia zawiadomienia przepisy zobowiązywały Komisję do opublikowania stosownej informacji, dlatego sam wpis miał stanowić wykonanie ustawowego obowiązku.
Istotny jest również mechanizm usuwania danych z listy. UKNF wskazuje, że w przypadku prawomocnego umorzenia postępowania informacja dotycząca podmiotu może zostać usunięta na jego pisemny wniosek, przy zachowaniu wymaganych zasad reprezentacji. Jednocześnie na dzień publikacji tego artykułu BitMarket24 nadal można odnaleźć w oficjalnej wyszukiwarce listy ostrzeżeń, wraz z informacją o umorzeniu postępowania. Sam ten fakt nie pozwala jednak przesądzić, czy i jakie skuteczne wnioski o usunięcie wpisu były składane.
KNF: wykonaliśmy ustawowy obowiązek
Komisja nie zgadza się z argumentacją BitMarket24 i domaga się oddalenia pozwu. Według relacji money.pl UKNF podnosi m.in. zarzut przedawnienia roszczenia, kwestionuje wysokość wykazywanej szkody oraz związek pomiędzy działaniami nadzoru a zakończeniem działalności giełdy. Komisja zwraca uwagę, że rachunek bankowy został wypowiedziany przez Credit Agricole na podstawie regulaminu banku, a decyzji o zamknięciu konta nie podjęła sama KNF.
Z punktu widzenia procesu będzie to jeden z najtrudniejszych problemów do rozstrzygnięcia. Nie wystarczy bowiem ustalić, że po wpisie na listę nastąpiło wypowiedzenie rachunku i zakończenie działalności. Konieczna będzie ocena, czy pomiędzy działaniem organu nadzoru a deklarowaną szkodą przedsiębiorstwa istnieje odpowiednio silny związek przyczynowy oraz czy działanie KNF może w ogóle stanowić podstawę odpowiedzialności odszkodowawczej, skoro Komisja twierdzi, że publikując informację wykonywała ustawowy obowiązek.
Sam fakt późniejszego umorzenia postępowania karnego także nie oznacza automatycznie, że wcześniejsze złożenie zawiadomienia było bezprawne. Organy publiczne mogą zawiadamiać prokuraturę wtedy, gdy istnieje podejrzenie popełnienia przestępstwa, a dalsza ocena materiału dowodowego należy do organów ścigania i sądu. Z drugiej strony BitMarket24 będzie próbował przekonać sąd, że należy analizować nie tylko techniczny moment dokonania wpisu, lecz również działania KNF poprzedzające zawiadomienie oraz szersze podejście nadzoru do przedsiębiorstw związanych w tamtym czasie z kryptowalutami.
Czy wpis na listę ostrzeżeń może w praktyce oznaczać „finansową banicję”?
Pełnomocnik BitMarket24 mec. Leszek Kieliszewski określił konsekwencje umieszczenia przedsiębiorstwa na liście mianem „finansowej banicji”. Jest to sformułowanie strony procesu, ale dotyka rzeczywistego problemu występującego w sektorze finansowym. Banki i instytucje płatnicze działają w rozbudowanym systemie zarządzania ryzykiem, AML, compliance i kontroli reputacyjnej. Informacja o tym, że KNF zawiadomiła prokuraturę w związku z podejrzeniem prowadzenia regulowanej działalności bez zezwolenia, z oczywistych względów jest dla takich instytucji istotnym sygnałem ryzyka.
Problem polega na tym, że przedsiębiorstwo działające w sektorze finansowym bez dostępu do bankowości może faktycznie przestać istnieć znacznie wcześniej, niż prokuratura lub sąd ostatecznie oceni zasadność pierwotnych podejrzeń. Firma technologiczna może próbować funkcjonować bez określonego dostawcy usług. Giełda kryptowalut, kantor internetowy, operator płatności czy fintech obsługujący przepływy pieniężne bez rachunków bankowych i dostępu do infrastruktury płatniczej znajduje się w zupełnie innej sytuacji.
Dlatego proces BitMarket24 może mieć znaczenie również dla przedsiębiorstw niemających nic wspólnego z kryptowalutami. Dotyczy fundamentalnego pytania o to, jak powinien funkcjonować system, w którym organ nadzoru musi ostrzegać rynek na odpowiednio wczesnym etapie, ale samo ostrzeżenie może wywołać konsekwencje zbliżone w skutkach do sankcji, zanim sprawa zostanie rozstrzygnięta przez prokuraturę lub sąd.
BitMarket24 chce badać również działania banków i operatorów płatności
Spółka zamierza przed sądem odtworzyć cały łańcuch zdarzeń pomiędzy działaniami nadzoru, reakcją instytucji finansowych i ostatecznym zakończeniem działalności. Wśród świadków mają znaleźć się pracownicy Credit Agricole, przedstawiciele operatorów płatności oraz pracownicy UKNF. BitMarket24 chce również przesłuchania byłego przewodniczącego KNF Marka Chrzanowskiego i obecnego przewodniczącego Jacka Jastrzębskiego. KNF sprzeciwia się części tych wniosków dowodowych.
Powódka twierdzi przy tym, że jej przypadek był elementem szerszego problemu dotyczącego relacji pomiędzy polskim sektorem finansowym a firmami kryptowalutowymi. Według BitMarket24 nadzór miał w tamtym czasie prowadzić nieformalną politykę utrudniającą bankom i instytucjom płatniczym współpracę z branżą kryptowalut. KNF temu zaprzecza, a sama spółka – jak zaznacza money.pl – nie przedstawia dokumentu ustanawiającego taką politykę wprost. Właśnie dlatego zamierza wykazywać jej ewentualne istnienie za pomocą zeznań świadków oraz korespondencji pomiędzy instytucjami.
Warto przy tym odnotować argument podnoszony przez KNF: dokładnie 21 stycznia 2019 r., czyli w dniu wpisania BitMarket24 na listę ostrzeżeń, inna firma związana z rynkiem kryptowalutowym została wpisana do prowadzonego przez KNF rejestru małych instytucji płatniczych. Nadzór wykorzystuje ten przykład jako argument przeciwko twierdzeniu, że jego celem było całkowite wyeliminowanie przedsiębiorstw kryptowalutowych z polskiego rynku.
Ta sprawa może być ważniejsza niż 2,5 mln zł
Z punktu widzenia całego rynku finansowego wysokość odszkodowania jest prawdopodobnie mniej istotna niż odpowiedź na pytanie, jaka odpowiedzialność może wiązać się z gospodarczymi skutkami wpisu na listę ostrzeżeń. Lista jest jednym z najważniejszych publicznych instrumentów ochrony uczestników rynku. Nie można jej utożsamiać z wyrokiem skazującym, ale nie można również ignorować faktu, że banki i instytucje płatnicze wykorzystują informacje pochodzące od organu nadzoru przy podejmowaniu decyzji dotyczących ryzyka.
Wygrana BitMarket24 mogłaby otworzyć dyskusję o granicach odpowiedzialności państwa za sytuacje, w których podejrzenie naruszenia prawa ostatecznie się nie potwierdza, a przedsiębiorstwo w międzyczasie ponosi nieodwracalne konsekwencje gospodarcze. Wygrana KNF potwierdziłaby natomiast szeroki zakres ochrony organu nadzoru w sytuacji, gdy publikuje on informacje wymagane przez ustawę, nawet jeśli wszczęte później postępowanie karne kończy się umorzeniem. Na tym etapie żadnego z tych scenariuszy nie można jednak przesądzać.
Pierwsza rozprawa nie przyniosła przesłuchań świadków. Sąd zdecydował, że mają oni zeznawać stacjonarnie, a kolejne terminy wyznaczono na 14 grudnia 2026 r. oraz 18 stycznia 2027 r.
Dla branży płatniczej warto śledzić tę sprawę bardzo uważnie. Pokazuje bowiem, że regulacja rynku finansowego nie kończy się na zezwoleniach, rejestrach czy karach administracyjnych. Czasami najpoważniejszą sankcją biznesową okazuje się coś, co formalnie sankcją nie jest: utrata zaufania banku, zamknięcie rachunku, odmowa współpracy przez operatora płatności i w konsekwencji odcięcie przedsiębiorstwa od infrastruktury niezbędnej do prowadzenia działalności.
